Cymelium (SJP)
- Bardzo rzadki i cenny druk lub rękopis, w bibliotece przechowywany zwykle w specjalnych warunkach i nie udostępniany powszechnie; cimelium.
- (tutaj) Moja otwarta szuflada. Intymne zapiski, chwile skradzione światu i zamknięte w lapidarnych białych wierszach. Miejsce wolne od komercji. Pisane bez pośpiechu, publikowane bez cenzury i przypisów. Im mniej słów, tym więcej znaczeń. Cieszy mnie, że tutaj zaglądasz. Rozgość się między moimi wersami. Częstuj się nimi, smakuj do woli, wracaj, gdy poczujesz taką potrzebę.
Wydaje mi się, że każdy z nas ma w szufladzie takie cymelia…nawet jeśli słowa jeszcze nie ustawiły się w szeregi. Zostaniesz?
EX LIBRIS
czytasz
mnie
między wierszami
na kartach
niezapisanych
słów
bez przypisów
bibliografii
bez tłumaczeń
jedna
poetka wzruszona
deszczem
zatopiona w sepii
druga
wariatka rozbita
lustrem na tysiąc
kawałków
każdy
żyje osobno
a obie
ja
bez rymu
tylko rytmem serca
opowiadam
każdą chwilę rozgryzam
jak pestkę
zapisuję jej smak
ciągiem
nieznanych wzorów
w pamięci
WIECZÓR I PORANEK
mała czarna
sukienka
rozdarta między nami
na zawsze
mała czarna
kawa
kropla gorzkiej rozkoszy
z ust do ust
pozorny spokój
drżącej dłoni
wplątany
w moje włosy
czy uniesiesz
tyle mnie
ile chcesz
zagarnąć
całuj mnie
między wierszami
rozbierając w pośpiechu
z metafor
nielogicznie
i bez rymów
chodź ze mną
aż do kropki
zadurzona wiosną
popełniam wiersz
za wierszem
bez ładu i składu
czy wiesz
jak blisko jest
od niechcenia
do tęsknoty
gdybym wiedziała
że tak
to byłoby
na zawsze
nie ustawię słów
na baczność
w dwuszeregu
znaczeń
wymkną się
spod kontroli
a ostatnie będą
pierwszymi
przychodź mi na myśl
bez zapraszania
kluczem spojrzeń
otwórz mnie cicho
dosłownie w przenośni
gestów rozbieraj
na czynniki pierwsze
bez reszty
napisana nocą
wystrojona w gwiazdy
świecę oczami
przed tobą
spoglądasz
na mnie prozą
aż powietrze
gęstnieje od słów
z tysięcy spojrzeń
tylko twoje
potrafi mnie zawstydzić
postawić wielokropek
po znaku zapytania
zawiesić spójnik
na końcu wiersza
i kliknąć zapisz
nie pytaj
pozwól sobie
zabłądzić w moich
oczach
idź bez mapy
poprowadzę cię
za rękę
przełęczą w dół
bez ciebie nocą
po omacku szukam
miękkich kształtów
nazw
układam je równo
w białe wersy
na poduszkach
snów
w głowie odmieniam
ciebie przez przypadki
mianuję kimś
dopełniam do syta
celuję biernie
narzędnie szeptem
miejscowo
wołam
o
w twojej dłoni
mój puls
ostatni oddech
spadam w sekundy
nieistnienia
na granicy piekła
i raju
zagarnięta ramieniem
tańczę jak
mi zagrasz
kołyszę biodrami
od bólu do rozkoszy
spełniona snem
ubrana w zapach
dziś
i zawsze
