Otrzeźwiające tchnienie autentyczności – „Traktat o łuskaniu fasoli” Wiesława Myśliwskiego.

Książki, jak pisze Wiesław Myśliwski, to świat, i to świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi. Słowa te mocno chwyciły mnie za serce podczas lektury Traktatu o łuskaniu fasoli pewnego wiosennego popołudnia i nie puściły do dziś. Ba, niejednokrotnie powracałam do nich później i z czasem doszłam do wniosku, że świat stworzony przez Myśliwskiego jest tym światem, do którego nie tyle chcę wstępować możliwie często, co po prostu chciałabym móc zagłębić się w nim na stałe.

Znajdujące się w tytule słowo „traktat” sugeruje, że Myśliwski miał na celu stworzenie dzieła monumentalnego, poważnego. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron czytelnik spostrzega, z jakim powodzeniem pisarz zrealizował swój cel. Traktat o łuskaniu fasoli jest bowiem dziełem, w którym poruszone zostały sprawy najistotniejsze – kwestie życia, śmierci, miłości, losu, ulotności chwili i zasad, na których opiera się nasz świat.

Jeden wieczór, dwoje mężczyzn i strąki fasoli do łuskania – stają się one przyczynkiem do niemającej końca nocnej konwersacji. Konwersacji przepełnionej wspomnieniami z całego niemalże życia. Narrator zabiera nas w niezwykłą, wywołującą naprzemiennie uśmiech i łzy podróż w swoje młodzieńcze lata. Tym sposobem stajemy się członkami społeczeństwa liżącego się z ran po wielkiej wojnie. Wojnie, która zmieszała, zrównała obywateli. W końcu chłop czy filozof – jakie to ma znaczenie, skoro ostatecznie okazuje się, że wszyscy są do umierania?

Najpiękniejsze jest w lekturze tej powieści to, że mamy szansę obserwować szczęście człowieka, który niczego od życia nie wymaga i do niczego nie rości sobie praw. Człowieka, który docenia życie w takiej formie, w jakiej je otrzymał i cieszy się każdym nowym dniem. Choć ciało już nie tak prężne, choć siły już nie takie, jak za młodu, mężczyzna ten stara się każdy dzień doceniać od samego brzasku.

Narrator powieści wspomina, jak wyglądało u nich w domu łuskanie fasoli, gdy był jeszcze dzieckiem. Czynność ta zaczynała się zawsze od światła – przygotowywanie lampy stanowiło dla jego matki jakby zwieńczenie dnia. Gdy członkowie rodziny gospodarza siadali wspólnie przy koszu pełnym strąków, zamieniali się, jakby mimowolnie, w słuch i słuchali babci, która interpretowała sny i dziadka będącego znawcą wojen. Wojny stanowiły właściwie coś w rodzaju słupów milowych, które pozwalały dziadkowi nie pobłądzić w pamięci i w świecie. Trzymał się on wojen jak znajomych ścieżek, o czymkolwiek by opowiadał. Później padły pierwsze strzały i zaczęła się wojna, która na zawsze zabiła w ludziach słowa. Biorąc więc pod uwagę, że żyjemy w tym, co opowiedziane, że świat jest tym, co opowiedziane, nie ma się co dziwić, że coraz ciężej jest żyć.

Co jednak warto zaznaczyć, opowieść i doświadczenia narratora są jedynie pretekstem do przekazania myśli bardziej uniwersalnych na temat tego, co jest w życiu istotne. Autor stawia pytania, które zakwalifikować można do gatunku tych ostatecznych i metafizycznych, tych, przed którymi przez całe życie uciekamy. Czyż nie jest tak, że boimy się stawiać pytania o przeznaczenie, o Boga, o sens istnienia? I czy, mimo wszystko, całe nasze życie nie jest oparte na poszukiwaniu na te pytania odpowiedzi? Celem autora Traktatu nie było rzecz jasna dostarczenie nam żadnych „gotowców”, a jedynie zachęcenie czytelników do snucia własnej refleksji.

Wiesław Myśliwski posiada nadzwyczajną zdolność do mówienia o tym, co dla człowieka najważniejsze, bez wszelkiej wątpliwej wzniosłości. W Traktacie nie znajdziemy wyszukanych metafor, nie spotkamy się z tak irytującymi nieraz tromtadracją i hurrapatriotyzmem. Podczas kontaktu z tą powieścią czuje się natomiast wyraźne, otrzeźwiające tchnienie autentyczności, tak bardzo nam potrzebne. Dlaczego? Bo całe życie musimy udawać, aby żyć. Nie ma chwili, żebyśmy nie udawali – i nawet sami przed sobą udajemy. W końcu jednak przychodzi taka chwila, że nie chce nam się dłużej udawać, stajemy się zmęczeni – kłamstwami, światem, ludźmi i sami sobą. I chyba właśnie dlatego świat stworzony przez Myśliwskiego, mimo, że los ludzki nieustannie huśta się w nim między radością a bólem, jest tym światem, którego nie chce się opuszczać – bo zamieszkującym ten świat bohaterom po prostu się wierzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *