Perła polskiej literatury fantasy. „Ostatnie życzenie” Andrzeja Sapkowskiego.

A potem świat znowu zaczął istnieć, ale istniał zupełnie inaczej.

Andrzej Sapkowski od lat dominuje w polu polskiej literatury fantasy. Po tym, jak w roku 1986 zadebiutował jako autor zgłoszonego na II konkurs „Fantastyki” opowiadania Wiedźmin, poświęcił się stworzonemu przez siebie Geraltowi z Rivii, genologii fantasy i, o czym zdaje się nie każdy wie, literaturze arturiańskiej. Popularność jego twórczości, publikowane przez niego teksty krytyczne, tytuł „ASa polskiej fantasy” i Paszport „Polityki” – wszystko to miało wpływ na nobilitację Sapkowskiego w ogólnym polu literackim i ugruntowanie jego pozycji w ramach polskiego fandomu. Fakt, iż opowieści o wiedźminie omawiane są w szkołach ponadpodstawowych i na uczelniach wyższych wskazuje na to, że pozycja tego autora jest już ugruntowana w polskiej kulturze. Dość szybko okazało się, że cykl wiedźmiński jest nie tylko chętnie czytany, ale i odnosi sukces na platformach pozaliterackich.

W ostatnim czasie oczy wszystkich Polaków, ale i sporej części świata zwrócone były w stronę Olgi Tokarczuk – gdy otrzymała ona Nagrodę Nobla, my, czytelnicy wiedzieliśmy, że wydarzyło się coś przełomowego. Tymczasem krótko po owej noblowskiej celebracji zdarzył się jeszcze jeden sukces polskiego autora – sukces, o którym, co niezmiernie mnie boli, mówiło się mniej i wiązał się ze znacznie mniejszym splendorem. 20 grudnia 2019 roku na platformie Netflix ukazał się serial „Wiedźmin” – produkcja, na która z niecierpliwością czekały miliony ludzi na całym świecie. Serial krótko po premierze okazał się, podobnie, jak wypuszczona na rynek kilka lat wcześniej gra wyprodukowana przed CD Projekt, światowym fenomenem. Czy określenie to jest przesadne? Cóż, biorąc pod uwagę, że od wielu tygodni Sapkowski znajduje się w czołówce listy najpopularniejszych pisarzy serwisu Amazon, a niektóre zbiory opowiadań o wiedźminie przodują w rankingach literatury fantasy i na listach bestsellerów – są to słowa jak najbardziej adekwatne do tego, co się dzieje. Trudno więc nie zgodzić się z tym, że Sapkowskiemu udało się na trwałe zyskać status pisarza konsekrowanego w obrębie pola literackiego.

Niedawno sięgnęłam po tom pierwszy z sagi o Wiedźminie. Ostatnie życzenie czytałam już kiedyś – w czasach gimnazjalnych, w których literatura Sapkowskiego była dla mnie niczym lekarstwo. W tamtych czasach bardzo silnie odczuwałam to (w czym nie byłam za pewne osamotniona), że ze światem coś jest nie tak. Książki Sapkowskiego były jednymi z tych, które pomagały mi ogarnąć rzeczywistość i przywrócić poczucie sensu.

Sapkowski zasługuje, w mojej opinii, na pochwałę za sposób, w jaki wykreował świat w opowiadaniach składających się na wspomniany wyżej tom. Świat literatury fantasy jest, w pewnym sensie, nowszą wersją bajki. Konstrukcja powieści i opowiadań należących do tego gatunku przekracza bowiem, w bardzo charakterystyczny sposób, granicę pomiędzy baśniowym światem a rzeczywistością. Sapkowski, kreując rzeczywistość w opowiadaniach o wiedźminie posłużył się baśniową konwencją w sposób zdecydowanie nowatorski. Ukazał bowiem, że tak naprawdę granica między baśnią i fantasy jest niebywale cienka, a jej przekroczenie sprawia, że czytelnik przestaje niedowierzać i przedstawioną wersję mitu czy baśni przyjmuje jako prawdziwą, a przynajmniej literacko prawdziwą. Sapkowski sam tworzy baśń opowiadającą o wędrówce i przygodach wiedźmina Geralta, zdarzeniach, na których przebieg wpływa obecne w świecie bohaterów prawo niespodzianki, o czarodziejce Yennefer i świecie pełnym plugastwa. Nawiązanie do świata baśniowego najwyraźniej dostrzec można w opowiadaniu, w którym Jaskier znajduje w jeziorze starą lampę. W tym momencie pojawia się oczywiste skojarzenie z Baśniami tysiąca i jednej nocy – po potarciu lampy ukryty w jej wnętrzu dżinn powinien spełnić wszystkie życzenia trubadura. Dżinn, choć opuszcza naczynie, nie spełnia najskrytszych pragnień mężczyzny, ale atakuje go, wyrządzając poważną krzywdę i stawiając znak zapytania nad tym, czy kiedykolwiek będzie mógł jeszcze śpiewać. Sapkowski destruuje więc w pewien sposób paradygmat uśmiechniętego dżina, który uszczęśliwiał Aladyna i pomógł mu zdobyć serce ukochanej.

– W każdej baśni jest ziarno prawdy – rzekł cicho wiedźmin. – Miłość i krew. Obie mają potężną moc. Magowie i uczeni łamią sobie nad tym głowy od lat, ale nie doszli do niczego, poza tym, że…

– Że co, Geralt?

– Miłość musi być prawdziwa.

Sapkowski wchodzi w pewnego rodzaju grę ze stereotypami. Autor Wiedźmina bawi się nimi, czego czytelnik nie jest w stanie nie zauważyć. Dostrzec to można chociażby w momencie, w którym Geralt spotyka się ze Stregoborem. Narrator opisuje jego aparycję, zaznaczając, że wygląda on tak, jak wedle wszystkich prawideł i wyobrażeń winien wyglądać czarodziej. W świecie stworzonym przez Sapkowskiego można jednak spotkać także złodziei wyglądających jak rajcy miejscy, rajców wyglądających jak proszalne dziady, nierządnice wyglądające jak królewny, królewny wyglądające jak cielne krowy i królów wyglądających jak złodzieje. Autor Wiedźmina raz tworzy więc postacie w najmniejszych szczegółach zgodnie z obiegowymi stereotypami, by chwilę później przedstawić czytelnikowi bohaterów niemających w zasadzie nic wspólnego z ich paradygmatami.

Czytając opowieści o wiedźminie dostrzegamy, jak często Sapkowski wplata w główną akcje nitki zdarzeń, zdające się być oderwanymi od siebie historiami. Autor często wprowadza przerwy w linearności zdarzeń. Sapkowski fragmentaryzuje przeszłość, likwidując tym samym ciągłość. Warto zwrócić uwagę na to, iż Ostatnie życzenie zbudowane jest na zasadzie konstrukcji szkatułkowej – poszczególne rozdziały przeplatają  liczne opowieści retrospekcyjne. Sapkowski buduje fabułę w charakterystyczny dla postmodernistów sposób, wykorzystując odmianę motywu labiryntu, jaką jest motyw podróży bez granic w czasie i przestrzeni.

Po zbiór opowiadań Ostatnie życzenie zdecydowanie warto sięgnąć. Dlaczego? Postacie wykreowane w intrygujący, często nowatorski sposób, świat pełen magiczności i niezwykłości – sprawia to, że czytając opowiadania Sapkowskiego przenosimy się, słowo po słowie, w świat i czasy niezwykle odległe, zapominając na moment o rzeczywistości (co jest nam czasami, a w szczególności teraz, naprawdę potrzebne). Opowiadania Sapkowskiego pobudzają naszą nieraz zastygłą od dawna wyobraźnię do bardzo intensywnej pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *