Czy pustka ma swoją wartość? „Nie ma” Mariusza Szczygła.

Niezwykle ważnym problemem dla polskiej literatury są tematy takie jak śmierć i odchodzenie. Co ma na to wpływ? Osobiście żywię przekonanie, że przyczyną takiego stanu rzeczy są doświadczenia czytelników, każdemu z nas bowiem przyszło się zmagać z jakąś stratą, po której trudno było nam wrócić do równowagi. Wszyscy, bez wyjątku, znaleźć możemy w sobie bolesne luki, miejsca od lat niczym niezapełnione. Oczekujemy, że pisarze wypowiedzą w naszym imieniu lęk przed stratą, ból po jej rzeczywistym przeżyciu i pustkę, o której trudno jest mówić, a pisane przez nich książki pozwolą nam nie tylko ogarnąć świat, ale i przywrócą poczucie sensu. Pisarze jednak stosunkowo rzadko i niechętnie podejmują próbę opisania tego, co człowiekowi trudno jest zrozumieć i przez co bardzo trudno jest mu przejść – cierpienie, tęsknota czy poczucie pustki nie są w utworach powstających na polskim gruncie poruszane zbyt często. Dlatego też, kiedy w drugiej połowie 2019 roku, w pierwszą niedzielę października, jury Nagrody Literackiej Nike obwieściło, że tegorocznym jej laureatem zostaje Mariusz Szczygieł, nie byłam szczególnie zdziwiona. Profesor Marek Zaleski, polski krytyk literacki i publicysta, będący zarazem przewodniczącym komisji, wręczając nagrodę autorowi Nie ma oznajmił, że docenione zostaje dzieło, które jest niczym „archiwum” z poszukiwań odpowiedzi na fundamentalne pytanie, brzmiące: „dlaczego raczej czegoś «nie ma» w moim życiu, niż jest?”.

Książka zeszłorocznego laureata Nike, wybitnego dziennikarza i reportażysty, jest opowieścią o procesie dojrzewania i drodze do pogodzenia się z pewnym rodzajem pustki, którą odczuwamy po utracie kogoś lub czegoś ważnego. Szczygieł skupia się jednak na jeszcze jednym ważnym aspekcie. Mówi mianowicie o tym, jakimi ludźmi stajemy się po zetknięciu z tytułowym „nie ma”, jak bardzo jest w stanie zmienić nas depresja po śmierci rodzica czy głęboka samotność, której nic nie jest w stanie przezwyciężyć. Bo czy można być tym samym człowiekiem, wiodącym dalej to samo życie, gdy to, co w naszym świecie było miejscem przeznaczenia, gwiazdą przewodnią, głównym, a nawet jedynym celem, nagle i bezpowrotnie odeszło? Autor Nie ma mówi o tych momentach, w których człowiek odnosi wrażenie, że po bolesnej stracie nie uda mu się już scalić fragmentów świata w jedność.

Czytając książkę Szczygła odnosimy wrażenie, że wkraczamy niejako w świat bohaterów poszczególnych reportaży, przeżywając ten sam co oni ból i współuczestnicząc w procesie rozdrapywania ran. Razem z nieco pomijaną w polu literackim poetką Violą Fischerovą mierzymy się z samobójstwem jej męża. Dowiadujemy się o utracie tożsamości przez Pavla Buksę, który był tak emocjonalnie zamurowany, że utracił jakikolwiek kontakt z otoczeniem. Czytamy o ulubionych miejscach pewnego mężczyzny – miejscach, których już nie ma lub do których nie można już wrócić. Doświadczamy tego, jak trudno jest żyć, gdy nie ma sprawnego wzroku i możliwości patrzenia na świat jak dawniej. Bohaterowie reportaży opowiadają o swoich nieszczęśliwych dzieciństwach, o tym, że nie ma wzorowych, kochających ojców (bo są ojcowie alkoholicy), o tym, że nie ma domu (bo są ucieczki, domy bez dostępu do bieżącej wody), o tym, że nie ma matczynej miłości (bo są matki niedające oparcia). Szczygieł przybliża nam także historię kobiety, która podczas nalotu traci ukochanego chłopaka, a później nie chce rozpoznać jego zwłok i zaczyna udawać przed sobą, że on żyje – jej jedynym oparciem jest pielęgnowane kłamstwo.

Z reportaży składających się na Nie ma płynie jednak bardzo ważna, moim zdaniem, nauka. Szczygieł pokazuje bowiem, że niezależnie od tego, jak bolesna jest strata i odczuwana po niej pustka, życie w końcu dostarczy nam czegoś, czym będziemy mogli wypełnić powstałą lukę. Bez znaczenia jest to, jak bardzo znękani i rozdygotani byliśmy – niebo nad naszymi głowami z czasem zacznie stopniowo się rozjaśniać i, zgodnie ze starym jak świat porzekadłem, po burzy zacznie wychodzić słońce. Dlatego właśnie, w moim odczuciu, Nie ma jest książką głęboko poruszającą. Przejmujący był dla mnie reportaż, w którym, skrzywdzona przez ojca kobieta opowiada, że od czasu, kiedy na tym świecie nie ma jej rodziciela, każdego dnia cieszy się z życia – każdego dnia się dziwi, że ono może być znośne, a świat lepszy. Szczygieł zamieścił w swoim zbiorze historie osób, które uwolniły się od tego wszystkiego, co wcześniej je ograniczało, i dzięki temu znalazły się na właściwych drogach, które dziś prowadzą je we właściwych kierunkach. W książce laureata Nike czytamy o pokonywaniu depresji, wyzbywaniu się niepewności i wątpliwości, unicestwianiu strachu przed rozmawianiem i poczucia winy. Czytanie tych różnorodnych historii jest bardzo pasjonujące, bowiem wszystkie one ukazują nam, że z każdej, najboleśniejszej nawet straty, wyciągnąć można cenną życiową lekcję – choćby taką, że człowiek staje się dorosły dopiero wtedy, gdy traci to, co naprawdę kocha. W końcu, choć nasza krucha, ludzka pamięć nierzadko zawodzi, ślad utraty pozostaje w nas na zawsze, niczym blizna na skórze.

Zeszłoroczny laureat Nike bada wnętrza tych osób, które dotknęły w swoim życiu pustki – próbuje dopatrzeć się, w jaki sposób ci ludzie, którzy stanowią obiekt jego obserwacji przeżywają stratę. W książce Szczygła dopatrzeć się więc można elementu charakterystycznego dla reportażu, jakim jest swego rodzaju inwigilacja, intensywne obserwowanie innych ludzi. Autor Nie ma jest błyskotliwym obserwatorem współczesności, co dostrzec można szczególnie podczas lektury reportażu, w którym Szczygieł wspomina swoją wizytę w praskim metrze i opisuje to, co widzi. Miejsce to jest według niego sceną i widownią zarazem – sceną, na której obsada szybko się zmienia, przez co ten sam aktor nie zagra dwa razy. Szczygieł przebywając w miejscach, które ludzie zwykle mijają bezrefleksyjnie, ma wrażenie, że obcuje z materiałem literackim, w dodatku wymagającym jak awangardowa poezja. Reporterskie oko Szczygła dostrzega więc więcej, patrzy intensywniej, dłużej, bardziej przenikliwie. Umiejętność ta jest, w moim odczuciu, bardzo ważna dla pisarzy chcących przyczynić się do rozwoju sztuki reportażu i rozkwicie jego literackiej odmiany. Szczygieł umieścił na końcu Nie ma własną definicję tego gatunku. W jego ujęciu reportaż to „nieumiejętność przeżycia własnego doświadczenia egzystencjalnego za pomocą fikcji”. Autor charakteryzuje ten gatunek literacki jako pole, w którym reportażysta może wyrazić swoje emocje, ale i dzielić się refleksjami na tematy trudne i, przez wzgląd na wygodę, często pomijane.

W moim odczuciu jednym z największych atutów reportażu jest niejednolitość i różnokierunkowość. Jestem przekonana, że większość ludzi zapytana o to, czemu może być poświęcona książka nosząca tytuł Nie ma, odpowiedziałaby, że głównym problemem w niej poruszanym będzie doświadczenie umierania i odchodzenia bliskiej osoby, powodujące bolesne poczucie straty. Sam Szczygieł zapytany o to, dlaczego właściwie zdecydował się napisać książkę o „nie ma”, wyznał, iż po przekroczeniu czterdziestki zorientował się, że nie jest nieśmiertelny. Co prawda, wiele reportaży umieszczonych w nagrodzonym zbiorze poświęconych jest śmierci, trzeba jednak zaznaczyć, co zresztą udało mi się pokazać wcześniej, że Szczygieł sięga znacznie dalej, zmuszając czytelnika, by podczas lektury Nie ma zatrzymywał się i zastanawiał, o jakim braku mówi dany reportaż. Za każdym razem autor rozumie „nie ma” inaczej. Recenzując dzieło Szczygła nie można pominąć narracji. Mimo, iż język, jakim posługuje się reportażysta jest prosty i przejrzysty, zdarzają się momenty, gdy narracja staje się bardzo zawiła, czytelnik musi więc być uważny. Moim zdaniem nie odejmuje to jednak przyjemności z lektury, a wręcz przeciwnie – uatrakcyjnia ją.

Mariusz Szczygieł, jako reportażysta, okazuje się być naprawdę zaskakujący i nieoczywisty. Prowadzi nas niezwykłymi, nieraz szokującymi tropami. Bo co niezwykłego można dostrzec w wagonie metra? Co kompot z lekko nadpsutych jabłek ma wspólnego z końcem świata? Dlaczego dorosła kobieta po licznych, bolesnych przejściach wciąż pamięta szkolną wycieczkę do ogrodnictwa i to, że jako jedyna nie dostała podczas niej kwiatka? Czy w świecie Internetu „nie ma” istnieje? Dlaczego w związku najważniejsza ze wszystkiego jest herbata i to właśnie jej brak boli najbardziej? Nie ma skłania czytelników do refleksji dotyczących własnego życia.

W jednym z reportaży Szczygieł wyznaje, że zawsze chciał znaleźć książki po kimś, z zaznaczonymi cytatami, które były dla tej osoby ważne i na tej podstawie stworzyć jej portret. Ja w moim egzemplarzu Nie ma zaznaczyłam dokładnie dwadzieścia dziewięć ważnych dla mnie cytatów, które w jakiś sposób mnie dotknęły, rozbawiły, z którymi mogłabym się utożsamić. Ta pozycja nie tylko wzrusza, ale też, co dość istotne, podbudowuje i zachęca do uważnego rozglądania się – deficyt i pustkę dostrzec można przecież na każdym kroku, musimy jednak zauważać ich wyjątkowość.

 

Śmiem twierdzić, że w książce Szczygła każdy odnajdzie rodzaj pustki, której doświadczył w swoim życiu. Z tego względu wydaje mi się, że lektura tego zbioru zadowoli nie tylko miłośników reportaży. Nie ma, w moim odczuciu, pozwala każdemu odnaleźć w samym sobie lukę, która wymaga wypełnienia odpowiedziami, poczuciem sensu lub drugim człowiekiem.

Komentarze “Czy pustka ma swoją wartość? „Nie ma” Mariusza Szczygła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *